5 maja br odbył się wernisaż wystawy MAGICAL DREAMS III we Wrocławiu. W ten sposób zainaugurował on trzeci pokaz naszej wystawy w Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Gospodarzem i organizatorem wystawy jest Galeria Miejska we Wrocławiu, przy ul. Kiełbaśniczej 28, w której władzę sprawuje dyrektor Mirosław Jasiński wraz ze zgranym zespołem ludzi.
Wrocławianie są bardzo gościnni, więc przebieg imprezy był znakomity wraz z oprawą promocyjną i reklamową. W przedzień wernisażu, w studiu Radio Wrocław Kultura, odbyła się na żywo rozmowa o wystawie, o surealizmie, o magicznym realizmie i perspektywach jego rozwoju, z udziałem: Katarzyny Bator (Bator Art Gallery), dyr. M. Jasińskiego i uczestnika wystawy, Józefa Stolorza. Na drugi dzień, w godzinach przedpołudniowych odbył się brifing dla dziennikarzy, a wieczorem wernisaż, w którym uczestniczyło ok. 200 osób. Licznie przybyli również artyści i tu należą się szczególne podziękowanie dla: Karola Bąka, Marioli Jaśko, Jarosława Jaśnikowskiego, Marcina Kołpanowicza, Tomasza Kopery, Jacka Lipowczana, Zbigniewa Seweryna, Józefa Stolorza, Dariusza Ślusarskiego, Adama Widełki, Krzysztofa Wiśniewskiego i Mariusza Zdybała, za bezpośredni udział w wernisażu, co bardzo podniosło rangę wystawy. Dyrektor M. Jasiński doskonale zadbał, tak o oprawę muzyczną wernisażu, jak i organizacyjną, ponieważ przez cały wieczór w XIX-wiecznych murach kamienicy, gdzie ma swoją siedzibę Galeria, rozbrzmiewały dźwięki muzyki klasycznej tercetu trzech uroczych pań muzykantek, a goście wciąż mieli pełne talerzyki frykasów, przygotowanych przez wrocławską restaurację "Manana", godną również polecenia, na mapie gastronomicznej Wrocławia.
Wystawa we Wrocławiu potrwa do 11 czerwca, na którą serdecznie zapraszamy!


  • Galeria Miejska we Wrocławiu
    (Europejska Stolica Kultury 2016)

  • fragment wystawy...

  • prace P. Grica

  • M. Jasiński (z prawej)
    i M. Jaśko

  • prace A. Widełki

  • M. Jasiński i B. Bator

  • uczestnicy wystawy i dziennikarze

  • prace R. Urbaniaka

  • fragment wystawy...

  • z prawej: M. Bator, J. Stolorz
    M. Kołpanowicz, K. Bator

  • prace L. Pierchały

  • Galeria Miejska we Wrocławiu

  • fragment wystawy...

  • z prawej: P. Lasak, J. Lipowczan, L. Żegalski
    w głębi: M. Jasiński

  • fragment wystawy...

  • ...fragment wystawy...

  • brifingowa kawa K. Wiśniewskiego

  • prace T. Roosena

  • M. Zdybał przy swoich pracach

  • fragment wystawy...

  • frgment wystawy...

  • klasyczne trio...

  • trwa wernisaż...

  • fragment wystawy...

  • z lewej: T. Kopera, z prawej: B. Bator
  • ----------------------------------------------------------------------------

    Wśród ponad 80 dzieł, prezentowanych przez artystów, zaproszonych na MAGICAL DREAMS III, wiele prac zasługuje na szczególną uwagę, choć one wszystkie mają wymiar ponadczasowy, a ich przestrzeń artystyczna jest zależna tylko od wyobraźni odbiorcy.
    Obraz Angerera der Ältere, pt Światłość świata namalowany został jeszcze przed wydarzeniami, które zmieniają teraz oblicze Europy. Jakże trafnie i bezbłędnie ujął artysta konieczność zachowania dziedzictwa religijnego i kulturowego Starego Kontynentu, który jeszcze kilkaset lat temu sam "eksportował" wartości chrześcijańskie na inne kontynenty. Dzisiaj przychodzi nam bronić owych wartości, o czym mówi obraz Światłość świata. Dzieciątko Jezus, bepiecznie lewitujące w przezroczysto-żółtawej bańce, otoczone jest przez tłum rycerzy w zbrojach, maszerujących na zachód. Rycerze mają wyciągnięte miecze, przypominające bardziej krzyże, niż broń. Tych rycerzy jest bez liku, a ich hełmy widać jeszcze w kolejnych, dalszych planach obrazu. Pod nogami mają ni to korzenie, ni to cielska węży, podkreślone odblaskiem czerwonych języków ognia.
    Dzieciątko ufnie patrzy w stronę widza, unosi rączki do góry w geście radości, wskazując przy tym palcem prawej ręki w górę, jakby chciało powiedzieć: Zaufajcie Bogu, mojemu Ojcu!.
    Artysta znany jest w Niemczech z budowy przepięknej kaplicy ekumenicznej w Biburgu, gdzie mieszka. Kaplica jest zbudowana i wyposażona w rzeźby, freski i witraże, według jego projektu. W jej otwarciu wzięły udział ówczesne władze rządowe Niemiec oraz przedstawiciele kościołów: katolickiego, ewnagelickiego, prawosławnego i żydowskiego. Ponadto Angerer der Ältere był jednym ze scenografów do filmu Niekończąca się opowieść (reż. W. Petersen).

                                                                                           

    Kolejnym znakomitym obrazem wystawy jest Flota Powietrzna Marcina Kołpanowicza, który w sposób dla siebie bardzo charakterystyczny i unikalny przedstawia wypływającą flotę żaglowców, unoszonącą się w powietrzu, gdzieś ku niebu, które jest tak samo niebieskie, jak morze. Wiatr ostro dmie w żagle, a okręty już wkrótce przekroczą granice Ziemi i pomkną dalej, niosąc misję radości i chwały. W ziemię wbiła się odcięta od jednego z okrętów kotwica, która niepotrzebnie obciążąła podniebny żaglowiec.
    Tak samo, jak nas, obciąża wiele niepotrzebnych spraw, rzeczy, fobii, smutków i własnych demonów, bo coraz trudniej jest nam uwierzyć jak łatwo pozbyć się tego wszystkiego, jeśli tylko uwierzymy w miłość i przebaczenie.
    Obraz M. Kołpanowicza doskonale komponuje się z obrazem Światłość świata A. Ängerera, tyle że jest bardziej jasny, bardziej optymistyczny. Gdzieś tam z chmur wyłaniają się coraz to nowe żaglowce, płynące w poszukiwaniu ziemi obiecanej, która jest, być może blisko, ale warto jej poszukać.
    M. Kołpanowicz wraz z ojcem, Andrzejem, jest prekursorem polskiego nurtu magicznego realizmu i nadrealizmu. Reprodukcje jego obrazów znajdują się w książkach Waldemara Łysiaka, jego obrazy "grały" w serialu Siedlisko, a on sam jest także podróżnikiem i pisarzem. Matka M. Kołpanowicza, Barbara Goshu, mieszka obecnie w Etiopii i jest wybitną znawczynią kultury koptyjskiej i sama tworzy w duchu tejże najstarszej kultury chrześcijanskiej na kontynencie afrykańskim.

                                                                                                     

    Józef Stolorz, niepoprawny romantyk i świetny malarz.Każdy z nas jest romantykiem, mówi, ale nie każdemu dane jest tak wypełnić płótno swoimi romantycznym wyobrażeniami, jak robi to on. Malarstwo J. Stolorza jest zupełnie inne i wspaniałe. Widać w nim tęsknotę za rajem utraconym, za zdarzeniami z dawnej przeszłości, rozświetlane często tajemniczymi słupami światła, które pojawia się gdzieś na ciemnym niebie; konstrukcjami rodem najbardziej fantastycznych powieści filmów sf, dziwnymi labiryntami, tajemniczymi wejściami, a może wyjściami z miejsc jeszcze bardziej tajemniczych, jak na przykład z utraconego Edenu, o którym artysta wielokrotnie wspomina.
    Wszystko to, co dzieje się na obrazach J. Stolorza, nie jest przypadkowe. Wiele ich fragmentów ma odnośniki do współczesności, a latające dyski mogą mieć swój pierwowzór chociażby w ludzkich organach lub filozoficznym traktacie Platona.
    Często tytuły jego obrazów mają łacińskie pochodzenie i nie tylko, bo nierzadko jest to mieszanka języków, których składnię zna tylko J. Stolorz. Nie mniej jeden z obrazów, prezentowanych na wystawie, Powrót do przeszłości, daje nam bardzo jasny przekaz interpretacyjny, będący kwintesencją romatycznej tęsknoty za światem, którego być może nie widać, ale tkwi w molekułach naszych komórek, bo jesteśmy częścią tego wszechświata i jeszcze innych, które znowu zna tylko J. Stolorz.

                                                                                                      

    A teraz staje przed nami jeden z najlepszych artystów współczesnego nadrealizmu, twórca, który dla wielu młodych adeptów sztuki również tych multimedialnych, stał się "guru", prowadząc ich na bardzo wysokie poziomy sztuki, gdzie nie ma taryfy ulgowej dla mózgu i warsztatu artysty. To Peter Gric, lub Piotrek Gric, dla polskich koneserów sztuki.
    Jest wzorowym obywatelem cesarstwa austro-węgierskiego, ponieważ jest Czechem, zamieszkałym w Wiedniu, wykłada na Akademii Sztuk Pięknych też w Wiedniu i tworzy, łącząc technikę starych mistrzów, doskonale opanowany warsztat rysunku, precyzję zastosowań wielorakich technik malrskich z najnowszymi technologiami high-know.
    Jest twórcą nienasyconym, wciąż poszukującym nowych form oddziaływania w sztuce i na odbiorcę. To, co prezentuje na Magical Dreams już po raz trzeci, jest zaledwie małym fragmentem tego, co tworzy, wykorzystując każde dostępne narzędzie, które może być niezbędne by zaspokoić jego artystyczne alter ego.
    Tak, jak przystało na artystę magicznego realizmu Piotrek krąży w tematach ludzkiej personifikacji we wszechświecie, składa lub rozkłada sceny wciąż nieznanych miejsc oraz ludzi z: kostek, przewodów, atomów, molekuł, żywiołów, architektury i natury, które wciąż są w ruchu, niespokojne w swym rozpadzie lub powstawaniu, które jak Phoenix, spalają się, aby powstać z popiołu.

                                                                                                   

    Wszystkie mają zamknięte oczy, są jakby niebecne lub zawstydzone swoją obecnością na obrazie. Niczego nie oczekują poza ciszą i chwilą spokoju. Może medytują. Zapadają się we własne wnętrze i na pewno nie myślą, co ugotować na obiad. Pojawiają się przy nich motyle i ptaki. Jeden wychowuje nawet małe, otulone błękitnym tiulem kobiety, której z czoła wyrastają pióra.
    Obrazy Graszki Paulskiej rzadko miewają tytuły. Jednym to utrudnia życie, bo tytuł jest dla nich kluczem do interpretacji dzieła. Inni są zadowoleni, bo nie istnieją słowne ramy dla ich przemyśleń. Nie mniej patrząc na obrazy G. Paulskiej nie można oderwać od nich wzroku. Może to wpływ bijącego z nich ciepła. Może to wpływ spokoju i bepieczeństwa, jaki otula postacie, choć w wielu innych obrazach artystki często słychać krzyk, rozpacz i śmierć. Tutaj jest oaza wyciszenia i słychać muzykę relaksacyjną, która płynie spod obrazia. Nie brak w nich też namiętności i gorących myśli, które pewnie się kiedyś ujawnią, ale jeszcze nie teraz, bo teraz odpoczywamy.

                                                                                                         

    Krzysztof Wiśniewski najczęściej prowadzi swój dialog z malarstwem w górach, nad morzem lub pod wodą. W obrazach często występują karty lub kości do gry. Czyżby niespełnione marzenie za hazardem, lub decyzją ślepego losu o dalszym istnieniu. Również występują figury szachowe, lecz już gdzieś tam porzucone, bo skończyła się gra i królowie z hetmanami polegli w niekończącej się wojnie życia i śmierci.
    Artysta jest z natury osobą spokojną, poukładaną, prowadzącą uporządkowany tryb życia. Ale głębiej, pod skórą i za niewinnie spoglądającymi oczyma, czyha bestia i nieokiełznany artystyczny żywioł. To już nie jest tatuś i kochany mąż, lecz potęga mocy twórczej, która dopiero rozkwita. Krzysztof jest przyszłością świata magicznego realizmu, który dopiero co znalazł się na właściwej drodze rozwoju i już odpala turbodoładowanie. Za chwilę będzie na szczycie.

                                                                                                  

    Mistrz pasteli, wspaniała osobowość artystyczna, człowiek bardzo społeczny i wrażliwy na innych. Znawca surrealizmu i magicznego realizmu, ale też wielki praktyk i smakosz sadzonych jajek. Lubi malować na dużych formatach, bo i jego dzieła są w formatach 4XXL. Nie boi się wielkich wyzwań i jeszcze większych powierzchni. Artysta, przed którym sztuka otwiera swoje podwoje i zaprasza w rozwarte ramiona, szepcząc: Adamie, jeszcze...
    Tak właśnie na oceany twórczości wypłynął Adam Widełka, artysta z szerokimi perspektywami i jeszcze większymi planami twórczymi. Każdy jego obraz jest wydarzeniem zupełnie oddzielnym i nawet, jeśli jest malowany do jakiegoś cyklu, to żyje własnym krwioobiegiem, sugerując, iż jest tylko w federacji z innymi obrazami, ale sam też sobie da radę.
    Na MAGICAL DREAMS III przygotował specjalnie dwa obrazy. Pierwszy, to fantastyczna Smakoszka, której najważniejszym i decydującym elementem jest tajemniczy uśmiech, skrywany pod..., a zresztą sami zobaczcie. Drugi obraz, a raczej mural, Danie ostygło..., który jest kwintesencją MAGICAL DREAMS III w jej treści, przekazie i formie. Finezyjne odnośniki do symboli surrealizmu, miękkość jego wykonania i trwałość zastosowanych technik, nadaje mu ponad ponadczasowy, ale jakże współczesny wymiar Piękna, przewijającego się przez całą twórczość Adama Widełki.

                                                                                                               

    Mariusz Zdybał, czarodziej koloru, nastroju i refleksji w świecie magicznego realizmu. Jego obrazy tchną spokojem z lekką domieszką adrenaliny. Artysta, któremu nie wystarczy mocne zbliżenie Marsa, czy Wenus, bo w tle musi zaistnieć kobieta w prowokacyjnej pozie, czy ubraniu. Albo śliczna akordeonistka, grająca swój recital na dnie morza, z iskrzącym światłem słonecznym.
    Twórczość M. Zdybała, to jest taka mała bombka artystyczna z opóźnionym zapłonem. Widz nigdy nie może się spodziewać, kiedy projekt artysty wybuchnie w jego mózgu, bo nagle olśniewa go to, co autor miał na myśli. Do jego obrazów wraca się wielokrotnie, ponieważ przyciągają nie tylko doskonałym warsztatem, ale również psychologiczną głębią, wspaniałą pracą kolorem, no i tematyką, łączącą renesans z sf, lub oświecenie z pejzażami rodem z Dalekiego Wschodu.
    Przgotowane prze M. Zdybała obrazy na MAGICAL DREAMS III wnoszą w atmosferę wystawy klimaty rodem z Wersalu, gdzie jak w lustrze odbijają się postacie kobiet, w różnych pozach i sytuacjach, ale mające wspólny mianownik, jakim była madame Pompadour i jak wielką rolę odegrała w ówczesnej francuskiej polityce, ale również w kulturze i sztuce, między innymi była protektorką Woltera i Monteskiusza. Artysta w trzech obrazach zawarł kwintesencję jej osoby, co jest nie lada wyczynem twórczym.

                                                                                    

    Raport o mistrzu zerówki i miniatury, czyli Micha Lobi:
    Figurant jest Rosjaninem z pochodzenia i na stałe mieszka na Syberii. Od wielu lat zajmuje się malowaniem obrazów. Nieznane są jego kontakty z dysydentami z Europy, nie mniej jego malarstwo porównuje się do prac niejakiego Hieronima Boscha i Pietera Breugela (sprawa do wyjaśnienia w odrębnym śledztwie). Nieznane jest również pochodzenie pomysłów Michy Lobi na obrazy, lecz zawierają one wiele przesłanek, wskazujących na wspieranie światowego ruchu magicznego realizmu i surrealizmu. Prawdopodobnym jest, iż Micha Lobi celowo maluje tak dużo małych obrazów, aby łatwiej było je przetransportować do Europy oraz na inne kontynenty, celem ich sprzedaży. Należy przy tym zauważyć, iż znajdują nabywców, co niejako ma pozytywny wpływ na upowszechnianie rosyjskiej sztuki na świecie, ale niesie również inne zagrożenia, m.in. transfer ideologii europejskiej do Rosji. Te wszystkie dziwne postacie, wyrabiające na jego obrazach niesamowite rzeczy; ryby na drzewach; buddyści układający mandale obok mężczyzny jedzącego świąteczną kolację; rozebrani gondolierzy na dnie Grand Canal w Wenecji; świnie z ludzkimi głowami, rozebrana kobieta, kąpiąca się z bałwanem i grająca na trąbce, sanitariuszki myjące roznegliżowanego chłopa w bani; kaczka, karmiąca glizdą kota w klatce, w tle czerwony kapturek z wilkiem i muchomory słuchające jakiegoś pianistę, to zaledwie drobny wycinek tego, co wyrabia się na jego obrazach. Owszem na niektórych obrazach można znaleźć akcenty rosyjskiej kultury (Wańka wstańka, kipiący samowar, czy babuszki), lecz przy tak ogromnej ilości innych ludzi, stworów, zdarzeń, narzędzi, przedmiotów, budowli, pejżaży, symboli nagromadzonych z innych kultur, trudno będzie je wyodrębnić jednym rzutem oka.
    Wnioski: dalsza obserwacja figuranta.

                                                                                                      

    Joseph Kaliher, hedonista, mocno osadzony w surrealizmie, trochę innym niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Joseph pełnymi garściami czerpie przyjemności z życia, nie mniej naukę malarstwa pobierał w najlepszych szkołach, u najlepszych mistrzów. Dziecko szczęścia, który jednak sam wypracował swoją pozycję w sztuce. Nie potwierdza amerykańskiej legendy od pucybuta do milionera, bo był nim od zarania swoich artystycznych dziejów. Ustosunkowany, od razu wszedł na salony bogatych kolekcjonerów i miłośników sztuki oraz do mediów i już mamy przepis na perpetum mobile. Jego twórczość puka do drzwi: po-artu, konceptualizmu, happeningów i performance.
    W obrazach, które zaprezentował na MAGICAL DREAMS III, artysta przedstawia chaos współczesnego świata; bałagan ideowy i zamiłowanie do przedmiotów, wygodnego życia i rzeczy, które są nam kompletnie niepotrzebne. Szczególnie znamienny jest obraz Skrzypek na płonącym krzewie, bo jak nietrudno się domyślić chodzi o gorejący krzew z II Ks. Mojżeszowej, Starego Testamentu (3,2). Do tego artysta dołączył rostąpienie Morza Czerwonego (również Ks. Wyjścia 14,21-28). Oczywiście nie mogło zabraknąć znamienitego Skrzypka na dachu. A jako, że mamy czasy współczesne, więc genialną rolę Topola, przejęla roznegliżowana skrzypaczka, która do tego jest syreną. Obok niej jest ptak z krwawiącym sercem, symbolem smutku i umierania. W pływającej po morzu butelce jest liścik Egipcjan, z prośbą o ratunek, a dymiący wulkan nie zapowiada nic dobrego. W balonie siedzi pewnie ekipa TV, która to wszystko nagrywa i jedynym promykiem nadziei jest przelatująca nad głową skrzpaczki, jaskółka. Ale od strony lądu nadlatują już duże, czarne ptaki. Nie mniej obraz jest pełen barw i radości, bo końca przyjemne początki. Na płonącym krzewie widać jeszcze jabłuszko, pewnie z Drzewa Życia, ale to już inna Księga...

                                                                                                           

    Rick Lelieveld (czyt. Leliweld), rasowy surrealista z Holandii, dla którego nie ma problemów ani tematycznych, ani warsztatowych. Genialna mieszanka wolnomyślicielstwa z pedantycznym wykonaniem obrazów. Tam nie ma przypadkowości i wszystko wykonane jest, jak plan 5-letni, szokując jednocześnie niesamowitą gamą powiązań rzeczy i sytuacji, które innym śmiertelnikom nie przyjdą nigdy do głowy. A dlaczego? Bo nie jesteśmy Rickiem Lelieveldem, noszącym geny starych mistrzów holenderskich, kształtujących sztukę europejską, od czasów gdy malarz stał się artystą. W jego duszy pobrzmiewają jeszcze czasy, kiedy Holandia była potęgą morską i kolonialną, więc nie ma spraw niemożliwych. Jego obrazy są pełne symboliki ze wszystlich stron świata, opowiadające o rzeczach niezwykłych, dziwnych i tajemniczych, bo czy mogliśmy przypuszczać, że biedronki są takimi szkodnikami, że muszą je wyłapywać uczłowieczone róże. Lub przypadek błękitnych flamingów, które aby były błękitne, to trzeba je pomalować. Nikt nie przypuszczał, jaka jest prawda. Ale znał ją Rick, który się z nami podzielił swoją wiedzą, bo jaka jest rzeczywistość, to możemy przyjmować tylko na wiarę. Intuicja często podpowiada coś innego niż logika.

                                                                                                    

    Tim Roosen w metaloplastyce, to R. Howard, J. Tolkien, A. Clark, I. Assimov, St. Lem, K. Vonnegut, S. King, G. Martin, N. Gaiman i jeszcze kilku innych, w literaturze sf.
    T. Roosen jest najwybitniejszym artystą, uprawiającym nadrealizm, ocierający się o science fiction i surrealizm, tworzącym swój świat w metalu, sztuce piekielnie trudnej i ciężkiej, gdzie w ruch idą wszelkie możliwe narzędzia do obróbki, walcowania, skrawania, wytapiania, szlifowania, polerowania, cięcia i galwanizacji stali. Następnie trzeba to wszystko połączyć w sensowną całość, przyspawać jeszcze jakiś drobiazg, dopieścić i pokazać ludziom. A wszystkie postacie są jakby wyjęte żywcem z literackich bohaterów sf i z powodzeniem mogłyby służyć do dekoracji najbardziej wyrafinowanych filmów tego gatunku, lub można by je ożywić w grach komputerowych dla miłośników Władcy pierścieni, czy Gry o tron.
    T. Roosen już po raz trzeci bierze udział w wystawie MAGICAL DREAMS i jego postacie cieszą się nieprzemijającym zainteresowaniem, więcej, wielu specjalnie odwiedza wystawę, aby zobaczyć jego nowe dzieła.

                                                                                                            

    Z nim piłka jest krótka: jek malujemy, to malujemy; jak wystawiamy, to wystawiamy. Nie ma w lewo, czy w prawo, kompromis jest jedynie przy wyborze ramy do obrazu.
    Taki jest właśnie Jacek Lipowczan (JaLi), artysta i człowiek, z którym rozpoczęliśmy cykl wystaw MAGICAL DREAMS. Bo jemu, jak i nam zależało na tym, aby do ludzi dotarł jasny przekaz, co jest dobrą sztuką, a co jest sztuką taką sobie. A to nie jest zawsze jednoznaczne, bo kiedy G. Coubert namalował jelenia na rykowisku, to by nigdy nie pomyślał, że stanie się to symbolem kiczu.
    Twórczość JaLi od dawna krąży wokół magicznego realizmu fantastycznego, chociaż nie brakuje w nim mocnych akcentów groteski społeczno-politycznej. Każde istotne wydarzenie polityczne, znajduje swój komentarz w świetnych obrazach JaLi, w których bez problemu łączy pancerne świnie z pikielhaubą na głowie, z rosyjską flagą i balonem, w którym lecą imigramci z Polski do Anglii, lub Myszka Miki i Kaczor Donald siedzącymi przy wódce z Wujem Samem i Czerwonogwardzistą.
    Jacek jest niezwykłą mieszanką twórczego wulkanu z moralną, jednoznaczną uczciwością, w której białe na pewno nie jest czarne, a czarne to nie czerwone. I dzięki temu okazuje się, że magiczny realizm też, w swoim genessis może opierać sie na realizmie prawdy subiektywnej.

                                                                                                    

    Fabrizio Riccardi, niezwykle ceniony artysta włoski, uznany za swoją twórczość wieloma nagrodami i wyróżnieniami w Europie i USA. Ma stałe ekspozycje w galeriach w: Nowym Jorku, Amsterdamie i w Wenecji.
    Na wystawie MAGICAL DREAMS III zaprezentował swoje dwa poliptyki, czyli złożone struktury dekoracyjne, pochodzące z gotyku, tworzące harmonijną koncepcję artystyczną. Poliptyki prezentują życie i dokonania Pantagruela, jednego z olbrzymów, popularnego, szczególnie we Francji, utworu François Rabelais Gargantua i Pantagruel. Ciekawym jest fakt, Iż F. Rabelais łamał w tym utworze ówczesne zasady literackie wprowadzając swoje pomysły na pisanie powieści. Przez to może stała się ona tak popularna, przechodząc do kanonu literatury średniowiecznej Francji, a opisy hedonistycznych zachowań głównych bohaterów na trwałe znalazły swoje miejsce w skarbnicy światowej kultury. Na język polski przełożył ją T. Boy-Żeleński.
    F. Riccardi uczynił z Pantagruela temat wielu swoich obrazów tak pojedynczych, jak i zgrupowanych we wspomnianych poliptykach. Na naszej wystawie każdy z obrazów poliptyka można nabyć oddzielnie. Każdemu obrazowi towarzyszy również grafika, wykonana przez artystę wraz z opisami sytuacji, na podstawie tekstu F. Rabelais.

                                                                                        

    Czysta klasyka surrealizmu i magicznego realizmu. Jego obrazy są opowiadające, niepokojące, intrygujące. Zagadkowe światy, kosmiczne mgławice, hemafrodyty, pół zwierzęta pół ludzie, czarne dziury z zębami wilków, twarze wyłaniające się z gazowych substytutów przemijających gwiazdozbiorów lub pramaterii po wielkim wybuchu.
    Leo Plaw, bo o nim jest mowa, to obywatel świata. Pochodzi z Australii, kontynentu wciąż jeszcze nie do końca odkrytego i zadziwiającego, jak jego obrazy. Ale to obywatel świata, który obecnie mieszka w Europie, kontynencie będącym mega kulturowym wzorem dla świata. Na MAGICAL DREAMS III, Leo Plaw przygotował trzy obrazy o jednorodnej tematyce, prezentujące wycinek jego twórczości z cyklu: skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy. Tajemnicze postacie z zasłoniętymi twarzami, aby skupić widza na tym, co mają w rękach i co się wokół nich dzieje. A dzieją się rzeczy dziwne i tajemnicze (interpretację zostawmy widzom). Trzeci obraz jest konglomeratem tego wszystkiego, co zbudowało nasz widzialny świat: od kosmicznej zupki, po biomechaniczne transformery, które zakończą ludzki byt. Lecz tam gdzieś widać jeszcze coś, jakby jabłko, symbol zdrowej żywności i wiadomości, że właśnie zostaliśmy wygnani z raju.

                                                                                                 

    Bronisław Giefert to, na zewnątrz, facet twardo stąpający po ziemi. Daleki od sentymentów, jasno mówi o tym, co go cieszy i gnębi. Daleko mu do romantyka i filozofa sztuki. Bierze życie takim, jakim jest, a jest też znakomitym kucharzem, co zaowocowało doskonałym menu w jego restauracji koło Krosna, jak i niesamowitą recepturą na jego atystyczną twórczość w szkle. Kiedy mówi o swoich szklanych dziełach, zmienia mu się tembr głosu, spojrzenie łagodnieje i już jesteśmy w świecie przepięknych form szklanych mistrza Bronisława. Więcej, poprzez charakter swojego artyzmu, B. Giefert trafił do Panteonu magicznego realizmu, bo jego dzieła są pełne magii, światła, kolorów i kształtów. To jest nie tylko szkło użytkowe, ale szklane rzeźby, pełne wyobraźni i energii twórczej, drzemiącej w niepozornej, ale jakże dynamicznej postaci artysty.
    Na koniec przepis na dobrą rzeźbę szkła artystycznego: rozpuścić masę szklaną w piecu, uformować ją w żądany kształt, dodać barwnej masy, zlepić to wszystko w odpowiedniej temperaturze, lub za pomocą innych zalecanych środków, dobrze ostudzić i podać na MAGICAL DREAMS.

                                                                                                           

    Choć młoda i piękna, to już mocno utytułowana artystka z Niemiec, Kathrina Sophie Baumgartner. Ptzebojem weszła w świat surrealizmu. Jej talent docenił zresztą, zmarły niedano Ernst Fuchs, u którego była asystentką. Zajmuje się malarstwem i rzeźbą, a wszystko krąży wokół magicznego realizmu. Zdobywa liczne nagrody i wyróżnienia za swą twórczość, a pomysłów ma szalenie dużo.
    Na MAGICAL DREAMS III zaprezentowała, między innymi, dwie miniatury motyli, choć chyba są w rzeczywistości w skali 1:1. Ona i On, przyśpileni szpilkami, jak przystało w profesjonalnej kolekcji motyli, pokazują piękno barw rzadkich motyli. I jak to w surrealizmie bywa, musimy poszukać rozwiązania dylematu, czy ludzie pochodzą od motyli, czy vice versa. Może kiedyś było tak, że ludzie mieli kształt gąsienic, które potem zamieniały się w motyle, a motyle w dwunożnych. Nie ma nic pewnego, bo ludzie nie wierzą intuicji, tylko logice. A ta zaprzecza przecież twórczości też takich artystów, jak K. S. Baumgartner i reszta. To czemu magiczny realizm przyciąga tak wielu fanów? A może to są tylko motyle...

                                                                                                              

    Jose Parra jest pierwszym reprezentantem Meksyku, uczestniczącym w MAGICAL DREAMS. Tym bardziej spadła na niego duża odpowiedzialność za reprezentowanie, odległego skądinąd, kraju w Polsce. Jednak jak na przedstawiciela narodu o wielkich tradycjach kulturowych oraz członka rodziny, zajmującej się od pokoleń tworzeniem pieknych rzaczy, Jose spełnił pokładane w nim nadzieje. Kultura europejska nie jest mu obca, tym bardziej barok (chyba ulubiona epoka całej familii), w ramy którego wtłoczył surrealizm, również bliski mu od czasów studiów w USA.
    To nie jest grzeczny chłopczyk, co to maluje, aby zaspokoić ambicje artystycznej rodziny. On poszedł dalej. Każdy jego obraz jest zaskoczeniem w związku z dziwnymi zachowaniami postaci w ubraniach z XVI w. i trochę dalej, bo zamiast stać na swoich miejscach przy królach i ówczesnych celebrytach, to łażą po drzewach, kapią się w latających balonach, piją jakieś dziwne mikstury, uganiają się za panienkami, gubią ubrania, noszą ciemne okulary, itd. A to wszystko w pięknych pomieszczeniach i pejzażach, rodem wziętych z Wersalu, hiszpańskich pałaców i holenderskich mistrzów.
    Jose jest niewątpliwie miłym, młodym człowiekiem, który lubi garściami czerpać z życia. Ale to też artysta niesamowicie wrażliwy, ze świetnym warsztatem artystycznym.
    PS. Naszego Jose proszę nie mylić Jose Parra Martinezem, byłym piłkarzem hiszpańskim, choć genotyp może być wspólny, kto wie?

                                                                                                                

    Mean street ma wiele znaczeń, sugerując wielorakość rozumienia tego znaczenia. Tym bardziej w twórczości Marioli Jaśko, młodej artystki, z olbrzymim dorobkiem artystycznym. W ogóle jej twórczość opiera się o wiele kontekstów, tak formalnych kierunków sztuki, jak surrealizm, czy symbolizm, ale również wspaniałych pomysłów na alternatywność swoego malarstwa. Jej obrazy są pełne zagadkowości, akcje rozgrywają się w sieci mgiełek, z których co chwila wyłaniają się nowi aktorzy przedstawienia. To nieustający spektakl, od którego nie chce oderwać się wzroku, a ciekawość pyta, co będzie dalej. Ale jak to w nadrealizmie bywa, dalej jest zupełnie coś innego. To wszystko ociera się o tragedię grecką, musical z Brodwayu, sensację, japoński teatr masek, spektakl marionetek, thriller i 8 pasażera Nostromo. Ale obrazy Marioli nie straszą widza, wręcz przeciwnie, intrygują go, szukając odpowiedzi na sens egzystencji, do czego zmierzamy i jak to robimy, wplatając przy tym fragmenty historii cywilizacji.
    Mean street może być jednocześnie podłą ulicę, lub centrum jakiś wydarzeń, bądź drogą do zrozumienia samego siebie. Obrazy na MAGICAL DREAMS III prezentują mean street z amerykańskich lat 30-tych, kiedy pod bokiem prawa i sprawiedliwości wyrosły nielegalne fortuny wzbogaconych gangsterów, co sugeruje polityczny surrealizm jego pomysłodawców. A więc vivat surrealism!

                                                                                                      

    Uprzejmie donoszę, iż na wystawie MAGICAL DREAMS III pokazano prace niejakiego Otto Rappa, co prawda uznanego artysty z Niemiec, lecz powodującego zamieszanie na tejże wystawie, ponieważ podnosi on poprzeczkę dla innych, tego rodzaju przedsięwzięć w przyszłości. Pan Otto Rapp wystawił cztery prace i całe szczęście, że trzy to są grafiki, a jedna praca jest malowana akrylem na masonicie, co wyjaśnię w kolejnym piśmie. Nie mniej wszystkie prace noszą znamiona bardzo dobrego warsztatu w/wy. Otto Rappa co, jak wspomniałem, zmusza innych do jeszcze cięższej pracy, aby zaistnieć na rynku sztuki.
    Poruszana przez pana O. Rappa tematyka jest bardzo skomplikowana, co niestety wymusza na odbiorcach zwiększonego wysiłku umysłowego, aby docenić zawarte w pracach przekazy artysty. Jednocześnie daje się zauważyć, że sprawy poruszane przez pana O. Rappa są bardzo ludzkie i bliskie każdemu: życie, śmierć, przyszłość zespolona z przeszłością. Do tego trzeba dodać bardzo subtelne techniki wykonania i materiałów użytych do ich wytworzenia.
    Życzliwy

                                                                                                                 

    Iskren Semkov, mistrz iluzji i hiperrealzmu. Miłośnik natury, entomologii i ornitologii. Tym razem jednak wszedł na wystawę MAGICAL DREAMS III, jako marynista i kapitan drobnicowca, na co wskazują namamlowane przez artystę fragmenty statku i ładunku. Zresztą skojarzenia bardzo interesujące i wieloznaczne. Oczywiście nie zabrakło kilku motyli, które nota bene zdominowały wystawę, dzięki czemu tchnie ona łagodnym klimatem, dobrocią i optymizmem.
    I. Semkov pokazuje na swoich obrazach optykę z zamkniętej, czyli odizolowanej przestrzeni (pudło, drzwi), przez którą przebijają sie marzenia o nieograniczonych horyzontach bez granic i bez kolejnych wież wartowniczych. Przy drzwiach wiszą klucze, a więc tylko sięgnąć po nie i już jesteśmy na zewnątrz. Widzimy też ptasie pióro, symbol gotowości do lotu, niezależnej myśli. W drzwiach, wycięta kotwica, sugeruje jednak odnalezienie miejsca do przycumowania, przynajmniej na jakiś czas.
    Drugi obraz z ażurową choinką, za którą widać pejzaż z rzeką, przemawia wolnością natury, a szyszka, symbol płodności i skorupka ślimaka, zachęcają nas do uspokojenia pędu za nowymi gdżetami elektonicznymi.
    No i jeszcze obraz z rozdartym kartonem, na kształt ludzkiej głowy z dowcipnym komentarzem znaków kurierskich: ostrożnie szkło, tam jest dekiel, chronić i bronić.

                    Prze                                                                                        

    Centrum zainteresowań twórczych Alena Kopery jest człowiek, nawet jeśli, jak u decentrystów, nie widać go, to jednak jest. Człowiek jako skamielina, sztandar; człowiek rozdarty, zrozpaczony, pełen bólu; człowiek gniewny, zbuntowany, gotów do ataku, straszny i wreszcie człowiek wyciszony, odlatujący, skupiony, kochający.
    Jego obrazy są czystą klasyką poważnego surrealizmu, niedopowiedziane, w których oczekuje się raczej od widza odpowiedzi na retoryczne pytanie: co artysta miała na myśli? A miał dużo na myśli i przelał to na płótno i teraz Widzu kombinuj. Przecież dla Ciebie powstało to dzieło więc pomęcz się trochę, bo to nie telenowela, czy opodatkowany sklep wielkopowierzchniowy, ale Sztuka.
    Alen sięga do idei i praw, rządzących w prauniversum, gdy Słowo dopiero co, zaczęło się materializować tkankach kształtów jeszcze nie do końca określonych, lecz bliskoznaczeniowych dla Człowieka, Natury, Emocji. Widać tam wybuchy wulkanów, lawę, gazy cieplarniane, stwory z piekła rodem, lecz wszystko bieży ku dobremu, ku właśnie, Człowiekowi Na jego obrazach nie ma śmierci, to są wciąż akty przemiany i tworzenia.

                                                                                                                  

    Rysunek opanowany ma pierwszorzędnie, jakby wziął do serca nauki C. Cennini, którego podręcznik o malarstwie do dzisiaj krąży na akademiach sztuk pięknych. W malarstwie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, choć mniej się nim teraz interesuje. Znalazł inną formę wypowiedzi artystycznej. To metaloplastyka, za którą stoi nie kto inny, jak Lech Pierchała, niesamowicie uzdolniony, młody artysta, poruszający się w kręgu magicznego realizmu.
    Jego prace tchną perfekcją wykonania. Każdy element dzieła jest przemyślany, więcej, często widać, jak artysta zastanawia się, jak dany fragment pracy, wypełnić czymś jeszcze, co może zadowoli jego skomplikowane, twórcze ego.
    L. Pierchała nie tworzy pod publiczkę. Swoją twórczością realizuje siebie i swoje artystyczne wizje widzenia i patrzenia na świat. On nie potrzebuje celebry, ale to celebra już wkrótce dostrzeże jego twórcze wysiłki. Już go zresztą spostrzegła na Magical Dreams III.

                                                                                                                

                  DO NABYCIA JEST ALBUM Z DZIEŁAMI ARTYSTÓW, UCZESTNICZĄCYCH W MAGICAL DREAMS III

    NASTĘPNA WYSTAWA MAGICAL DREAMS III
    GALERIA MIEJSKA WE WROCŁAWIU
    wernisaż - 5.05.2016, godz. 18:00

    współpracujemy z:

  • patronat honorowy:

    STAROSTA POWIATU BIELSKIEGO - ANDRZEJ PŁONKA
    BURMISTRZ MIASTA SZCZYRK - ANTONI BYRDY
    BURMISTRZ PRAGI POŁUDNIE M. ST. WARSZAWA - TOMASZ KUCHARSKI